9 maja 2019r. na portalu „Defence 24” ukazał się artykuł „Amerykanie pod wrażeniem polskiego rozpoznania. Wojsko go nie kupi.” Tradycyjnie artykuł otrzymał mnóstwo komentarzy wyrażających troskę o stan rzeczy w polskiej armii. W krótkim czasie dokonana została analiza jakie to posiadamy braki i zapóźnienia modernizacyjne. Przedstawiono opinie jakoby oficerowie Armii USA pragnęliby posiadać na swoim wyposażeniu takie rozwiązania, których nie dostrzega Wojsko Polskie.

Artykuł tradycyjnie jak to u nas bywa zasiał niepokój i mnóstwo komentarzy inspirowanych przez producenta i grupę producentów, którym plany produkcyjne po prostu nie wypaliły. „Zwala się” tu wszystko co tylko można na wszystkie instytucje MON, a to, że „nie wiedzą co mają”, a to, że „nie dostrzegają potrzeb”, a nawet porównują się z armią amerykańską mówiąc, że “oni posiadają tyle różnych środków, a my tak mało”.

Najśmieszniejsze jest to, że artykuł sponsorowany z pewnością przez producentów wymienionego sprzętu oskarżając struktury organizacyjne MON, PGZ sam jest z nimi ściśle związany przez udziały lub wręcz bezpośrednią podległość. Szczegóły zapewne są znane zainteresowanym. Trzeba jednak wiedzieć, że bycie członkiem PGZ lub przekazanie udziałów nie może być gwarantem swobodnego zbywania swoich produktów. Wszystko podlega odpowiednim procedurom i planom modernizacyjnym, gdzie realizuje się zadania na miarę potrzeb i możliwości jakie nasze Siły Zbrojne posiadają.

O tym, że potrzeby są ogromne wszyscy doskonale wiedzą, ale dopasowywanie na miarę swoich możliwości nie zawsze chcianych produktów nie pomaga modernizować armii, wręcz jej szkodzi. Pojawia się wielu płaczliwych komentatorów, którzy widzą tylko czubek własnego nosa, bądź też są nieświadomi o czym wyrażają swoje opinie.

Polskie Siły Zbrojne są częścią Sojuszu Północnoatlantyckiego i jego aktywnym członkiem, uczestniczą w wojskowych strukturach Unii Europejskiej, aktywnie prezentują swoje osiągnięcia naukowo-techniczne w wielu grupach roboczych, konferencjach, warsztatach czy w końcu ćwiczeniach. Celem tych działań jest świadome uczestnictwo w tworzeniu jednolitego obrazu pola walki, opartego o wypracowane i implementowane rozwiązania, które pozwolą informacje w sposób bezpieczny przekazać i zidentyfikować. Wymaga to oczywiście ciągłego uczestnictwa w toczących się programach modernizacyjnych w ramach Sojuszu.

Na drodze mamy niestety szereg niedomagań na krajowym rynku, które musimy pokonać. Nie będziemy tu dywagować, co i kiedy jest nam bardziej potrzebne, ale co możemy i co powinniśmy przyjąć od polskiego przemysłu, w tym oczywiście także od PGZ. Czy przedstawiany w ofercie TOPAZ i drony FLYEYE to uzdrowienie naszego rozpoznania na potrzeby artylerii? Czy radar LIWIEC zabezpieczy wszystkie potrzeby w tym zakresie? Było by miło gdyby tak było, ale czy tak jest? A może zapytamy czy systemy te spełniają warunki kompatybilności z przyjętymi systemami dowodzenia? Czy integrują i odzwierciedlają swoje informacje w przyjętym i funkcjonującym systemie dowodzenia? Czy zintegrowane z nimi systemy łączności dają jeszcze jakiejkolwiek możliwości rozwoju, czy wreszcie systemy są odporne na zakłócenia stosowane na współczesnym polu walki? Pytań wiele, a odpowiedzi spodziewać się można tylko w formule pokazu, prezentacji czasu pokoju. Jak dowódca związku taktycznego będzie oceniał sytuacje i jak stawiał zadania? Czy będzie odbywało się to w ramach informacji wtórnej, czy przy pomocy wydzielonej sieci dowodzenia, czy też za pomocą środków radiowych i jak odpornych na zakłócenia?

Istnieje w tym wszystkim zbyt duża troska o rzeczy zastane. Mamy system TOPAZ, oparty na tych samych mechanizmach już ponad 20 lat, owszem modernizowany, ale to tylko kosmetyka, a nie zdolności do pracy w systemie sieciocentrycznym. Obsługuje to radio, które choć najnowocześniejsze w armii, to tylko w naszych strukturach może poszczycić się aż piętnastoletnią karierą i nie modernizowane ma chęć uczestniczyć w programach modernizacyjnych nawet dla nowych rozwiązań polskiego przemysłu. Jak przy tak rozbudzonych aspiracjach i tak wielkich wymaganiach poradzić sobie w planach modernizacyjnych oraz poszukiwaniu nowych rozwiązań technicznych ze znalezieniem odpowiednich środków na zaspokojenie wszystkich potrzeb?

Istotą wydaje się tutaj pełna współpraca wszystkich podmiotów według z góry przyjętego algorytmu, gdzie najbardziej wydajne cechy naszej najnowocześniejszej myśli technicznej znajdą swoją drogę nie tylko rozwoju, ale także zaspokoją potrzeby modernizacyjne naszych sojuszników. W świecie globalizacji i przy wiodącej roli państw Unii Europejskiej oraz NATO, musimy mieć swoją niszę gdzie będziemy liderami w kreowaniu rozwiązań technicznych, a w innych być beneficjentami innych rozwiązań. Musimy nauczyć się jak korzystać kooperując z innymi uczestnikami rynku, jak czerpać z ich wiedzy i jak podzielić się doświadczeniami, a może w miarę możliwości tak jak do tej pory przenosić technologię i produkcję do naszego kraju.

Wszystko to pozwoli na logiczne dopasowanie możliwości do potrzeb i równomierny rozwój naszych Sił Zbrojnych do wymagań współczesnego pola walki. Zautomatyzowane systemy dowodzenia pracujące w jednolitym systemie sieciocentrycznym pozwolą nam w sposób szybki, bezpieczny i zrozumiały transmitować informację potrzebną dla zabezpieczenia wszystkich rodzajów wojsk i służb.

Produkowanie urządzeń to nie tylko generowanie zysków przedsiębiorstw, to droga do zaspokajania w sposób równomierny potrzeb naszej armii, a dopiero dalej możliwość osiągania sukcesów finansowych min. poprzez wejście na rynki innych państw.

Cenzurki producentom nie będą wystawiali przypadkowo spotkani oficerowie sojuszniczych armii w ramach prezentacji, tylko nasi żołnierze w ramach prób i testów, a może i ramach wykonywanych misji.

Zobacz również

Szef Ministerstwa Obrony Narodowej podpisał 15-letni Plan Modernizacji Technicznej

Minister Obrony Narodowej Pan Mariusz Błaszczak podpisał Plan