Fot. WIKIMEDIA

Setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości zbiega się ze stuleciem ogłoszenia niepodległości przez Litwę, Łotwę i Estonię. Kraje te, w obliczu sąsiedztwa z agresywnym supermocarstwem dopatrują szansy na przetrwanie w uzyskaniu gwarancji ze strony USA. NATO i UE są traktowane jako polityczno-wojskowe wzmocnienie tych gwarancji, o czym świadczy zaangażowanie polityczne, wojskowe i finansowe tych państw w wymienionych organizacjach. Pod względem procentowego udziału wydatków na obronność w produkcie krajowym brutto (PKB), Polska plus państwa bałtyckie są w pierwsze “dziewiątce” państw członkowskich NATO. Tym samym trudno oprzeć się wrażeniu, że kraje te hierarchizują źródła gwarancji bezpieczeństwa (zresztą słusznie) tak jak polski rząd.

Takie zaangażowanie krajów bałtyckich ma swoje uzasadnienie w aspekcie rosyjskiej aneksji Krymu i wspieraniu separatystów, a wcześniej wojny rosyjsko-gruzińskiej. Pomijając kwestie militarne, kraje bałtyckie muszą jednocześnie pamiętać, że Unia Europejska, a przede wszystkim Niemcy (podobnie jak w przypadku Polski) są ich głównym partnerem gospodarczo-politycznym. Niestety niepewność budzą (również w kontekście historycznym) kontrowersyjne, gospodarcze relacje niemiecko-rosyjskie związane z popieranym przez Berlin projektem rurociągu Nord Stream 2 (wykluczającym notabene Ukrainę jako państwo tranzytowe).

Kraje bałtyckie korzystają również z innych możliwości budowania swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Przykładem może być polsko-chorwacka Inicjatywa Trójmorze – międzynarodowa inicjatywa gospodarczo-polityczna skupiająca 12 państw Europy położonych w rejonie mórz: Bałtyckiego, Czarnego i Adriatyckiego. W skład grupy wchodzą, oprócz krajów bałtyckich i Polski, również Austria, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Rumunia, Słowacja, Słowenia i Węgry. Grupa poszukiwała amerykańskiego poparcia, co urzeczywistniła obecność Prezydenta Trump (jako gościa honorowego) na szczycie zorganizowanym w ubiegłym roku w Warszawie oraz tegoroczny udział Sekretarza ds. Energii Rick’a Perry w szczycie, w Bukareszcie (który Prezydent Trump poparł w swoim przesłaniu). Niepewność krajów bałtyckich wynika nie tylko z dysproporcji sił w porównaniu do Rosji, ale również z niekorzystnych, pod względem obronnym, warunków geograficznych. Podobnie do Polski kraje te nie mają naturalnych przeszkód (góry, rzeki itp.) wzdłuż swoich wschodnich granic (w przeciwieństwie do zachodnich).

W odróżnieniu od relatywnie stabilnej sytuacji w rejonie krajów bałtyckich (pomimo przykładów cyberataków ze strony rosyjskich hakerów) sytuacja w rejonie granicznym Ukrainy z Rosją jest niestabilna. Tak jak Polska, UE czy NATO widzą Ukrainę jako strefę buforową przed ewentualną rosyjska agresją, tak Rosja postrzega ten kraj jako bufor przed NATO. Tym samym po obu stronach występują podobne racje, przy czym Rosjanie nie uwzględniają stanowiska Ukrainy lecz rosyjskich separatystów. Ponieważ ukraińskie stanowisko jest rozbieżne z rosyjskimi racjami dlatego wszelkimi sposobami Kreml stara się i będzie się starał – zapewne do skutku – zmienić obecne podejście ukraińskiego społeczeństwa i władz. Po okresie regularnych działań wojennych i wielu zabitych po obu stronach, trudno oczekiwać odwilży w stosunkach między obu państwami w przewidywalnej perspektywie. Tym samym nie mamy tu sytuacji przejściowych napięć lecz perspektywę wieloletnich zmagań. Zjawisko typowe dla walki o strefy wpływów. Podobnego podejścia niestety nie można wykluczyć jeśli chodzi o inne obszary okalające Rosję, włącznie z krajami bałtyckimi, które przez 50 lat jako republiki ZSRR były pozbawione suwerenności. Widmo powrotu polityki z czasów ZSRR pozostanie realistyczne.

Wprowadzenie przez Ukrainę stanu wojennego, po ostatnich atakach rosyjskiej floty, ma charakter symboliczny. Podobnie jak reakcja Unii Europejskiej. Jest raczej mało prawdopodobne aby borykająca się z różnymi problemami i zajęta Brexitem Europa zdobyła się na bardziej radykalne kroki niż sankcje przeciwko Moskwie. Tym bardziej, że rosyjskie działania generują wśród państw członkowskich konieczność zajęcia jednoznacznego stanowiska, a to z punktu widzenia różnorodnych interesów poszczególnych państw unijnych, jest bardzo często niewygodne. Dlatego obecna sytuacja jest raczej wątpliwym testem dla UE i NATO w kwestii determinacji do podjęcia działań na rzecz obrony ukraińskich, żywotnych interesów. Wielka Brytania opuszcza Unię Europejską, pozostając w NATO, co tworzy nową oś relacji polityczno-obronnych: zamiast USA – UE będziemy mięli Stany Zjednoczone – Wielka Brytania – Unia Europejska. Warto byłoby zapewnić naszą obecność w każdym punkcie tej osi, zwłaszcza w obszarze bezpieczeństwa.

Podsumowując obecną sytuację, raczej trudno oczekiwać rozpoczęcia rosyjskich operacji w objętych stanem wojennym ukraińskich dziesięciu obwodach. Zważywszy na deklarację szefa ukraińskiego MSZ, że kraj będzie szukał sposobów pokojowego rozwiązania sytuacji. Z drugiej strony, w opinii społeczności międzynarodowej, Ukraina może być postrzegana jako jeszcze bardziej niestabilny region w zakresie bezpieczeństwa. To z kolei może skutkować dalszym osłabieniem: zagranicznych inwestycji na Ukrainie, gospodarki (w tym handlu zagranicznego) i w konsekwencji potencjału obronnego. Konfrontacja na Morzu Azowskim będzie zapewne okresowo powielana również w innych rozłącznych regionach jeśli chodzi o granice obu państw. Zapewne bez dalszej eskalacji, chyba że dojdzie do ‘samowolki’ któregoś z lokalnych rosyjskich dowódców. Mamy jednakże nową jakościowo sytuację. Tym razem to nie są “zielone ludziki” lecz rosyjski siły zbrojne. I to może niepokoić.

Amerykańskie zaangażowanie w Europie Środkowej i Wschodniej może skutkować osłabieniem wpływów Niemiec czy Francji w tej części kontynentu. Nie można tu ignorować rosyjskich aspiracji polityczno-wojskowych, ale przede wszystkim Polski, która umacnia własne wpływy w tym regionie. Pierwsza wizyta zagraniczna Prezydenta Trumpa – w Polsce – dała klarowny sygnał, co do możliwych amerykańskich preferencji politycznych. Nie można jednak zapominać o amerykańskiej determinacji i mesjanizmie w krzewieniu i obronie wartości demokratycznych na całym świecie.

Zobacz również

RÓWNOLEGŁE ŚCIEŻKI POZYSKIWANIA UZBROJENIA I ROZWOJU WŁASNYCH WERSJI

Indie anulują umowę o wartości pół miliarda dolarów