Współczesny świat, do którego pragniemy należeć, przynajmniej ten do którego aspirujemy wydając wielkie pieniądze na modernizację naszej armii pociąga nas, ale równocześnie ogranicza.

Dzisiejsi rządzący głodni spektakularnych sukcesów i wzorujący się na najsilniejszych, planują miliardowe wydatki na najnowocześniejsze systemy uzbrojenia. Natomiast możliwości budżetowe w krótkim czasie weryfikują zamiary i każą szukać prostszych sposobów unowocześnienia dotychczasowych środków technicznych i bojowych. Zalegają one często w jednostkach drugorzutowych i tzw. składach magazynowych, a po niedrogim liftingu można wdrożyć je do dalszej eksploatacji jako nowe rozwiązanie techniczne. Otrzymujemy wtedy często dość dużą ilość drogiego złomu, który okazuje się nim być zaraz po realizacji przetargu.

Nie rozwodząc się dalej w tej kwestii chciałbym odnieść się do artykułu w Defence 24 z 14 stycznia 2019 roku pt. „Drugie życie BWP-1″.

Nie mam zamiaru kwestionować możliwości użycia posiadanych platform do podnoszenia ich zdolności bojowych na wyższy poziom poprzez modernizacje, ale to w jaki sposób podchodzimy lub podejdziemy do tego zagadnienia. Po pierwsze – musimy sobie odpowiedzieć na cały szereg pytań, tak by nasza analiza w pełni wyjaśniła nam jakim kosztem uzyskamy substytut, który z pewnością nie mieści się w wizji naszych marzeń, ale daje choćby możliwość sprawnego wykorzystania na współczesnym polu walki. Jakie różnice po modernizacji będą nas satysfakcjonować, a jakie będą ograniczeniem dla naszych dowódców? Nie ma nic gorszego jak mieć w zasobach sprzęt, zabezpieczający tylko kontrolowaną gotowość bojową. Może on także zabezpieczyć proces szkolenia posiadanych stanów osobowych, ale już ciężko z nim pojechać na misję bojową, a co dopiero wysyłać swoich żołnierzy na wojnę, gdy brak jest zaufania i pozostaje jedynie przekonanie, że jest to bardziej cel niż zagrożenie dla nieprzyjaciela. Dowódca przekazując broń swoim podwładnym, musi mieć pewność, że przekazuje im najlepszą, w pełni sprawną broń, o którą muszą dbać, którą mają obowiązek doskonale poznać i przy użyciu której mają zwyciężać. W innym wypadku mogą to być środki pozoracji pola walki, ale tam nie trzeba inwestować aż tak dużych środków i narażać personel na możliwe straty.

Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że wielu dowódców, którzy dowodzili jednostkami zmechanizowanymi ma ogromny sentyment do tego sprzętu, ponieważ sprawnie się porusza w terenie, pokonuje przeszkody wodne, przemieszcza szybko desant w rejon działań. Ale czy to wszystko? Może on być niezłym nośnikiem dla wielu rodzajów uzbrojenia, od artylerii do rozpoznania lub odwrotnie. Ale czy to jest wizja dowódców tych rodzajów wojsk? Chyba nie, a dlaczego?

Nowoczesna armia, poprzez swoich dowódców, szkolonych we współczesnych akademiach w kraju i za granicą coraz częściej jest świadoma zagrożeń i wyzwań jakie stawia teraźniejsze pole walki. Dowódcy szukają rozwiązań i sposobów tak aby świadomość sytuacyjna podległych im pododdziałów i żołnierzy wpisywała się w ich pozyskaną wizję dowodzenia na współczesnym polu walki. I tylko tym, którzy chcą się przypodobać swoim politycznym przełożonym będzie zależało by się ze wszystkim godzić, rozumiejąc tłumaczenia i możliwości, które współczesny przemysł chce przemycić do Sił Zbrojnych tanim kosztem. I choć może ktoś się tutaj czuć obrażony, to powiem inaczej, chce zrobić to najlepiej jak umie mając przy tym dość marne kwalifikacje, za to będąc bardzo mocno zmotywowanym do uczestnictwa i wygrania przetargu.

Nie przedłużając wywodów skupmy się na prezentowanym artykule i propozycji modernizacji jaką proponują Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne w Poznaniu. Okazuje się, że wskazane w artykule pojazdy przechodzą głęboką modyfikację do zunifikowanego standardu. Otrzymały one nowe (szkoda, że nie nowoczesne) systemy teleinformatyczne, łączności i nawigacji. Otrzymały też wiele innych zmodyfikowanych uzupełnień nowego sprzętu technicznego. I tu mamy zasadnicze pytanie. Czy otrzymały doposażenie w elementy wrażliwe, zapewniające im zwiększoną żywotność, czy otrzymały funkcjonujące na naszym polskim rynku elementy zapewniające im świadomość sytuacyjną, która nie tylko jest ważnym elementem współczesnego uzbrojenia, ale także coraz częściej wymaganym standardem do współdziałania sojuszniczego w ramach NATO?

Istotnym jest także to dlaczego używamy tu pojęcia „modyfikacja”?

Producenci sprzętu z reguły krytycznie oceniają modyfikacje swoich wyrobów, nie dotyczy to jednak dziś współcześnie istotnych producentów. Nowi „modyfikatorzy”, bo tak możemy ich nazwać, twierdzą, iż z pozytywnym skutkiem można zmodyfikować niemal każde urządzenie. W gruncie rzeczy nie istnieje coś takiego jak sprzęt zrobiony bez względu na koszty ani sprzęt bezkompromisowy. Takie określenia dobrze się prezentują w materiałach reklamowych i z tego powodu są chętnie nadużywane. W rzeczywistości producenci sprzętu zawsze poszukują możliwości sprzedania swoich usług i wyrobów za wszelką możliwie cenę. Pytanie jednak znów pozostaje. Czy warto modyfikować, a jeżeli już to jak?

Modyfikacje są często traktowane jako ekstrawaganckie hobby, gdzie w imieniu dobrze pojętego interesu mami się polityków, a często i inne podmioty chcące im się przypodobać. Nietrudno znaleźć uzasadnienie dla takiej oceny. Po pierwsze modyfikacjami zajmuje się wiele osób niekompetentnych. Poza tym modyfikatorzy próbują nieraz dość szalonych rozwiązań. Dostępne oferty pozwalają prowadzić tu eksperymenty praktycznie bez końca. Po wielu manewrach proponowanych wyborów, modyfikator poszukując najrozmaitszych wariantów stwierdzi, iż dokonano wyborów o charakterze subiektywnym przy optymalizacji sprzętu towarzyszącego. I tutaj znowu pytamy.

Czy prowadzone modyfikacje wypełniły znamiona wymagań i czy spełniają przyjęte obowiązujące standardy? Jeśli tak, to czy poddane zostały procesowi badań eksploatacyjno-wojskowych, w jakim zakresie, czy poddane były ocenie w ramach istotnych ćwiczeń, czy mają pochlebną ocenę końcowego użytkownika?

Można często przekonać się i widać to na wielu przykładach przyjętych rozwiązań zakończonych przetargów, że wymagania stawiane zostały spełnione i produkt trafił do produkcji i na uzbrojenie lecz trudno oczekiwać aby w warunkach zagrożenia był eksploatowany. I tu trafiamy dokładnie w dwa rodzaje świadomości końcowego użytkownika, a mianowicie, czy świadomie i dobrze wyszkolony żołnierz powierzonym sprzętem będzie się ofiarnie posługiwał i czy powierzony sprzęt w wystarczający sposób da jemu i jego dowódcy możliwość uzyskania takiej świadomości sytuacyjnej, która pozwoli w wystarczający sposób korelować realizowane zadania.

Wracając do przywołanego artykułu. Nie przytacza on urządzeń przyjętych w ramach modyfikacji, używając formy „nowe”. Nie jest dla nas istotne jakiemu zabezpieczeniu działań i rodzaju wojsk modyfikacja ma służyć, bo każdy rodzaj wojsk musi za to wziąć odpowiedzialność, ale istotą jest szczególnie to czy w dowodzeniu sprzęt ten będzie spełniał wymagane standardy pozwalające mu na świadome uczestniczenie w działaniach na współczesnym polu walki tak w relacjach dowodzenia jak i współdziałania.

W dzisiejszym jeszcze czasie trzeba się głęboko zastanowić, czy warto na „siłę” realizować masową modyfikację, czy może uruchamiać własny proces produkcyjny, głęboko modernizacyjny lub nawet w korzystnych relacjach sojuszniczych, oparty o rzetelny offset, proces uzupełniania i wyposażania jednostek operacyjnych w niezbędny sprzęt spełniający najwyższy poziom wymagań. Drożej ale lepiej.

Mamy dzisiaj osiągnięcia sprawdzone w ramach ćwiczeń i badań na najwyższym poziomie, niestety nie zyskują one oczekiwanego aplauzu. Po drodze odnajdują się często dobrze widziani w prasie i na salonach „modyfikatorzy”, pozyskujący sprzęt do „retuszu”, oferując go jako najnowsze rozwiązania poziomu światowego. Można byłoby się pokusić o porównania, ale Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne w Poznaniu mówią tylko o sprzęcie nowym. Zostaje więc nam tylko pytanie: jakim i jak nowym?

Zobacz również

CWIX 2019 BYDGOSZCZ ĆWICZENIA KOALICYJNEJ INTEROPERACYJNOŚCI BOJOWEJ

Tegoroczna edycja CWIX 2019, była największym jak dotąd