MINISTER BŁASZCZAK PRZEŁAMUJE BARIERĘ NIEMOŻLIWOŚCI W RELACJACH Z USA. CZY SEN (AMERYKAŃSKA STAŁA BAZA WOJSKOWA W POLSCE) MOŻE SIĘ SPEŁNIĆ?

Szef MON deklaruje uruchomienie do końca roku kolejnego strategicznego programu, zdefiniowanego w “Programie Modernizacji Technicznej”. Z wojskowego punktu widzenia potrzebujemy wzmocnienia naszych sił zbrojnych w zakresie odstraszania, dlatego można oczekiwać, że kolejna decyzja ministra przybliży nas do tego celu.

Sekretarz Obrony Stanów Zjednoczonych oraz Minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak

Praktycznie od momentu powrotu demokracji do Polski w 1990 r. wszystkie nasze rządy dążyły do przyciągnięcia amerykańskiego arsenału militarnego jako elementu odstraszania. I nie ma tu znaczenia czy mówimy o stałej, okresowej czy doraźnej obecności tych wojsk. Niestety te działania były dotychczas absolutnie nieskuteczne. Tymczasem, mając na uwadze ostatnie wydarzenia, można zaryzykować stwierdzenie, że nigdy pełnia szczęścia nie była tak blisko. Trzeba tu zaznaczyć, że obecność amerykańskich wojsk w Polsce to element odstraszania praktycznie w każdym, nawet najmniej realnym europejskim scenariuszu. Obecność ta nie oznaczałaby bynajmniej rezygnacji USA z baz na terytorium Niemiec. Każdy, kto chociaż pobieżnie zna historię z poprzedniego stulecia nie będzie miał problemów z uzasadnieniem takiej tezy.

Dyslokacja amerykańskich wojsk byłaby zgodna z amerykańską geostrategią z elementem tzw. “Rimlandu”, pojęcia wprowadzonego na początku ubiegłego stulecia przez amerykańskiego myśliciela – Nicholasa Spykmana. Rimlandem mają być kraje tworzące pierścień oddzielający Heartland (w przybliżeniu kontynentalna Azja) od mórz i oceanów. W myśl tej teorii Polski dotyczyłoby tzw. europejskie pobrzeże (The European coast land). Instalacja bazy w Polsce i obecność amerykańskich żołnierzy w środkowowschodnim pasie Europy mogłyby świadczyć o urealnieniu wschodniej granicy Rimlandu. Teoria Spykmana sprowadzała się ogólnie do stwierdzenia, że “kto panuje nad Rimlandem ten panuje nad Eurazją… i dalej… kto panuje nad Eurazją ten panuje nad światem”.

Należy uczciwie przyznać, że istniejący dotychczas węzeł gordyjski w relacjach z USA (przeciągające się w nieskończoność negocjacje w sprawie programu “Wisła”) został przecięty dopiero decyzją ministra Błaszczaka. Amerykanie mówią, że najgorszą decyzją jest brak decyzji “indecision”. Dlatego szczególnie cenią tych, którzy maja klarowną wizję i wprowadzają ją w życie. Implementacja najnowocześniejszych amerykańskich technologii do naszego systemu obrony można traktować jako “przekroczenie pewnego progu”, o którym dotychczas jedynie debatowano. Niezwykle odważna i patriotyczna decyzja procentuje. Pomimo wielu niedoskonałości w procedowaniu umów z amerykańskimi kontrahentami należy bezsprzecznie stwierdzić, że program “Wisłą” jest realizowany. Minister Błaszczak deklaruje uruchomienie do końca roku kolejnego strategicznego programu, zdefiniowanego w “Programie Modernizacji Technicznej”. Z wojskowego punktu widzenia potrzebujemy wzmocnienia naszych sił zbrojnych w zakresie odstraszania, dlatego można oczekiwać, że kolejna decyzja ministra przybliży nas do tego celu. Brak w ostatnim okresie jednoznacznych deklaracji w odniesieniu do innych programów odczytywałbym raczej jako profesjonalizm wstrzemięźliwego polityka, a nie jak to jest powszechnie spekulowane brakiem wystarczających środków na modernizację naszych SZ. Premier Morawiecki nie ma problemu z podejmowaniem ważnych decyzji, o ile są one zgodne z interesem narodowym, a tak jest bez wątpienia w odniesieniu do bezpieczeństwa RP. Dlatego racjonalna wydaje się teza, że w razie konieczności rząd przyjmie odpowiednie rozwiązanie.

Na podkreślenie zasługuje jedna pozytywna tendencja: fakt niewątpliwej koordynacji działań w obszarze bezpieczeństwa Ministra Obrony (w ramach rządu) z Prezydentem. Efekty są widoczne po wizycie obu decydentów w USA. Największy akcent strategicznego partnerstwa z reguły dotyczy właśnie spraw bezpieczeństwa, w których Minister Błaszczak ma wyjątkowe doświadczenie będąc dotychczas (chyba jako jedyny) ministrem spraw wewnętrznych i ministrem obrony.

Zaproponowana przez Prezydenta Dudę lotna nazwa “Fort Trump” prowokuje do bliższego sprawdzenia znaczenia tych słów. W tłumaczeniu na język polski słowo “trump” oznacza “atut”. Możemy zaryzykować tezę, że obecny prezydent naszego najważniejszego sojusznika jest naszym atutem w procesie urealniania “Polish dreams”, tj. zniesienia wiz i ustanowienia amerykańskich baz wojskowych w Polsce. W duchu strategicznego partnerstwa wypowiedziała się również w mediach amerykańska bizneswoman, przyjaciółka Donalda Trumpa, Ambasador Georgette Mosbacher, która niedawno rozpoczęła dyplomatyczną misję w Polsce. Pani Ambasador miała stwierdzić, że Polska i USA są przyjaciółmi od ponad 240 lat, a dziś najbliższymi sojusznikami. “Trump”, to w tłumaczeniu na język polski również ktoś niezawodny, ktoś na kim można polegać i Amerykanie (w tym nasza Polonia amerykańska) wybrali właśnie Donalda Trumpa na swojego prezydenta.

Na zakończenie jeszcze kwestia ekonomiczna. Obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce, nawet w sile kompanii, powoduje, że nasz kraj jest “of American interest”. Innymi słowy z naszym krajem byłyby związane amerykańskie interesy. To z kolei oznacza dla amerykańskiego przemysłu ochronę inwestycji w Polsce i może mieć niebagatelny wpływ na przyciągnięcie amerykańskiego kapitału. Dlatego spekulacje nt. kosztów utworzenia “Fort Trump” rozpatrywałbym w nieco szerszym kontekście.

Zdjęcia: U.S. DOD, Kathryn E. Holm.

Zobacz również

RÓWNOLEGŁE ŚCIEŻKI POZYSKIWANIA UZBROJENIA I ROZWOJU WŁASNYCH WERSJI

Indie anulują umowę o wartości pół miliarda dolarów