W obliczu coraz bardziej zaawansowanych rozmów na temat pozyskania przez Polskę fregat z arsenałów Australii narasta krytyka takiego rozwiązania, zasadniczo generowana przez szeroko rozumianą konkurencję, za pośrednictwem polskich śmp. Różnorodne portale prześcigają się w analizach porównawczych, z jednoznacznie skierowanym wektorem przeciwko tej opcji.

Zadano sobie nie mało trudu na przeanalizowanie odporności fregat na rosyjski atak rakietowy. Powszechnie wiadomo, że koncentracja systemów uzbrojenia na relatywnie niewielkim obszarze znacząco ułatwia ich neutralizację (konieczne jest rozśrodkowanie). Spekulacje na temat odporności fregat na rosyjskie potencjalne uderzenie rakietowe mają uniwersalny charakter. Te rakiety stwarzają takie same zagrożenie dla innych, mniejszych jednostek. Tym samym najlepiej, gdyby w zasięgu rosyjskiej broni rakietowej, a w szczególności na Bałtyku, nie było żadnych okrętów nawodnych. Dlatego jednostki pływające na Bałtyku, w celu redukcji zagrożenia ze strony rosyjskich systemów rakietowych, powinny posiadać odpowiednią obronę/kamuflaż, możliwości wykrywania, rozpoznania itp. z adekwatnymi jednostkami ogniowymi. I takie konfiguracje są możliwe. Zachodzi wręcz konieczność zintegrowania najnowocześniejszych sensorów i efektorów na okręcie w ramach tzw. systemu zarządzania walką. Stworzenie takich systemu na polskich jednostkach pływających, i tym samym pełna kontrola nad ich funkcjonowaniem, z możliwością dalszej rozbudowy w zależności od potrzeb, a w przyszłości modernizacja, powinna być wyłącznie polską domeną. Taki potencjał, w konsekwencji pozwala na stworzenie odpowiedniego poziomu odstraszania. W każdym razie okręty nawodne będą musiały operować na Bałtyku – można spekulować nt. momentu ich wprowadzenia – i może byłoby to tańszym rozwiązaniem naszego udziału, zobowiązań w siłach sojuszniczych, niż np. budowa/zakup okrętów podwodnych. Warto również pamiętać, że rosyjskie okręty są w podobnym zakresie narażone na ataki rakietowe państw NATO i nie tylko. Ponadto blokada cieśnin znacząco ogranicza, jeśli nie wyklucza, możliwość ich wycofania z Bałtyku. Myślę, że dopiero porównanie potencjałów obronnych i uderzeniowych obu stron dałoby miarodajną ocenę możliwego rozwoju sytuacji.

Przy okazji warto wspomnieć o planach pozyskania przez Polskę używanych fregat. Budowa czy pozyskanie okrętu to jedna sprawa a odpowiednie wyszkolenie (a także zatrzymanie w służbie) załóg to druga. Okręt możemy pozyskać szybko, ale nie załogi. Wymiana fregat typu Oliver Hazard Perry na nowsze rodzi pytanie, co dalej z obecnymi załogami, które maja doświadczenia sojusznicze i doświadczenia w działaniach w strukturach międzynarodowych. Potrzeba 5 lat aby wyszkolić oficera, a co ze zdobyciem odpowiedniego doświadczenia ? Operacyjnie najlepszym rozwiązaniem byłoby właśnie pozyskanie używanych fregat z jednoczesną budową nowych jednostek (np. klasy Miecznik). Wprowadzenie do uzbrojenia używanych fregat (w tym uzupełnienie jednostek ognia) to 2-3 lata plus zapewne kolejne 2 na pełną logistykę. Pozostaje drugie tyle na wykorzystanie tych okrętów przez Marynarkę Wojenną (połowa resursu). Innymi słowy, to zapewne dobre rozwiązanie przejściowe.

W tym czasie należałoby zrealizować budowę nowej generacji okrętów i wprowadzić na nie w pełni wyszkolone i doświadczone załogi. Dla przemysłu pozyskanie używanych jednostek to nawet nie kroplówka (może trochę w obszarze integracji i łączności). Z kolei budowa nowych jednostek, to mógłby być prawdziwy zastrzyk m. in. dla Stoczni Wojennej.

W kuluarach mówi się również o możliwości budowy nowych jednostek podobnej klasy z jednoczesnym leasingiem (a nie pozyskaniem) starszych okrętów, które spełniałyby odpowiednią rolę w okresie przejściowym. Takie rozwiązanie oparte o podmioty europejskie byłoby być może nawet lepsze od zakupu starych fregat od egzotycznego dostawcy, które będą bezużyteczne po wygaśnięciu resursu. Z jednej strony leasingodawca musiałby zagwarantować odpowiedni poziom techniczny okrętów a z drugiej byłyby przewidywalne koszty szeroko rozumianej logistyki z jednoczesną gwarancją zachowania możliwości operacyjnych okrętów. Równolegle ograniczony potencjał polskiego przemysłu obronnego mógłby skoncentrować się wyłącznie na realizacji najważniejszego zadania – budowie nowych jednostek (na bazie najnowocześniejszych rozwiązań) – bez konieczności zapewniania raczej mało innowacyjnej obsługi okrętów starszego typu.

Zobacz również

WYZWANIA I NIEPEWNOŚCI ZWIĄZANE Z UTWORZENIEM AMERYKAŃSKICH BAZ W POLSCE

W prognozie na trzeci kwartał 2018 r. portal