W prognozie na trzeci kwartał 2018 r. portal Stratfor.com napisał, że Polska będzie apelowała o większe gwarancje bezpieczeństwa ze strony Stanów Zjednoczonych. I tak też się stało. Po decyzji amerykańskiego prezydenta, w marcu przyszłego roku Pentagon ma przedstawić wyniki studium wykonalności dla Kongresu USA, w kwestii możliwości ustanowienia w Polsce stałych amerykańskich baz wojskowych.

Polska od dawna walczy o stałą obecność amerykańskich sił na naszym terytorium, aby powstrzymać potencjalną rosyjską agresję. Z wojskowego punktu widzenia oznaczałoby to, że w celu powstrzymania teoretycznego ataku rosyjskiego we Wschodniej Polsce siły USA podjęłyby obronę na terytorium naszego kraju, zamiast manewru z pozycji ustanowionych na terytorium Niemiec.
Trudny okres w stosunkach z Unią Europejską nadaje szczególnego znaczenia coraz silniejszym relacjom z Białym Domem. W marcu podpisaliśmy umowę w sprawie pozyskania przez Polskę systemu obrony powietrznej średniego zasięgu. Może i tym razem, w dążeniu do ustanowienia ww. baz, działania ministra Błaszczaka zakończą się sukcesem. Stała baza byłaby silnym sygnałem polityczno-wojskowym dla państw unijnych o szczególnym wsparciu Polski ze strony USA. Z prawnego punktu widzenia stała baza USA w Polsce nie wymagałaby autoryzacji NATO, ale Niemcy i inne kraje Sojuszu mogłyby próbować wpłynąć na decyzję Białego Domu, w obawie o naruszenie umowy NATO-Rosja, a w szczególności kwestii ograniczeń obecności wojskowej Sojuszu w Europie Wschodniej. Tymczasem Polska i inne kraje w regionie uważają, że rosyjskie działania wojenne doprowadziły do nieważności tej umowy.
Ocenia się, że utrzymywanie bliskich stosunków politycznych, gospodarczych i wojskowych ze Stanami Zjednoczonymi jest obecnie jednym z głównych elementów polskiej polityki zagranicznej. Prezydentura Donalda Trumpa generuje znaczący wzrost nastrojów proamerykańskich. Wynika to z wielu faktów towarzyszących działaniom amerykańskiej administracji: pierwsza zagraniczna wizyta amerykańskiego Prezydenta miała miejsce w Polsce, Polska została trzykrotnie wymieniona w wystąpieniu Prezydenta Trumpa w ONZ, wreszcie na ambasadora w USA w Polsce mianował swoją przyjaciółkę, która dynamicznie podjęła realizacje jednego z polskich “dreams”, tj. zniesienia dla Polaków wiz do USA.

Z tworzeniem baz w Polsce wiąże się kilka istotnych kwestii:
– gdzie (lokalizacja),
– na bazie jakich sił (USA, bazy zagraniczne, nowa jednostka),
– w jakiej konfiguracji (jednostka skadrowana, bojowa, z pełnym lub ograniczonym sprzętem i uzbrojeniem),
– za ile (koszty utworzenia, utrzymania, podział kosztów).

Swego czasu głośno mówiono o konieczności przeniesienia polskich jednostek wojskowych z Zachodu na Wschód naszego kraju. Takie rozwiązania pozornie wydają się uzasadnione (bliżej części terytorium potencjalnie narażonej na agresję wroga), ale po głębszej analizie pojawiają się uzasadnione wątpliwości. Ze względu na bezpośrednie “sąsiedztwo” takie rozmieszczenie postawiłoby nasze siły w zasięgu rażenia praktycznie wszystkich dostępnych środków uderzeniowych agresora. Dlatego bardziej uzasadnione jest utworzenie raczej skutecznego systemu rozpoznania w tym rejonie, z opcją szybkiego przebazowania sił w razie konieczności obrony. W tym kontekście racjonalne byłoby rozmieszczenie amerykańskich baz raczej w zachodniej części kraju. Tym bardziej, że mamy tam rozbudowaną i niewykorzystywaną od lat 90-tych infrastrukturę. Podobnie w aspekcie promienia rażenia rakiet krótkiego zasięgu, dróg zaopatrzenia itd. taka lokalizacja byłaby bezpieczniejsza.

Jeśli chodzi o pochodzenie sił, które miałyby stacjonować w Polsce można wyszczególnić trzy zasadnicze opcje: utworzenie nowych sił, przebazowanie sił z terytoriom baz w USA oraz przebazowanie sił stacjonujących poza krajem. Utworzenie całkowicie nowych sił wiązałoby się z koniecznością wydatkowania znacznych środków, na które trudno byłoby znaleźć dostateczne uzasadnienie dla Kongresu. Z kolei Polski nie stać na aż takie wydatki. Opcja przebazowania sił z USA wygenerowałaby ostry sprzeciw lokalnych władz. Żaden stan nie wyrazi zgody na redukcję baz na swoim terytorium z uwagi na duże korzyści finansowe związane z ich obecnością (dostawy, zatrudnienie. prestiż itp.). Notabene Niemcy mają takie samo podejście w odniesieniu do amerykańskich baz położonych na ich terytorium. Najbardziej realna wydaje się opcja realokacji amerykańskich wojsk z baz położonych poza terytorium USA. Nie oznacza to bynajmniej likwidacji obecnych baz ale np. redukcję ich liczebności na korzyść baz w Polsce. Całkowita likwidacja i przeniesienie danej bazy do Polski wywołałaby z kolei próżnię w istniejącym systemie kolektywnej obrony, dlatego jest to mało prawdopodobne.

Struktura sił w tworzonej bazie wymaga gruntownej analizy. Nie chodzi bowiem jedynie o bazę, ale zakresy szkoleń, uzbrojenie, wyposażenie, konserwacje i naprawy sprzętu oraz cały szereg kwestii logistycznych. A to wszystko wiąże się z kosztami. Kwota 2 mld USD zarezerwowana przez Polskę jak podają media, wystarczyłaby jedynie na sfinansowanie podstawowych przedsięwzięć związanych z obecnością sił USA. Koszty operacyjne niezbędne do utrzymania rozmieszczonych na stałe sił szczebla brygady lub wyższego, wymagałyby znacznie większych nakładów. Ponadto, koszty po stronie USA związane z bazowaniem sił będą musiały być każdorazowo zatwierdzane nie tylko przez Biały Dom, ale i Kongres.

Niektórzy dyplomaci amerykańscy w Polsce wskazują na to, że i tak w Polsce będzie zbudowana amerykańska baza – w Redzikowie koło Słupska, w ramach budowy tarczy antyrakietowej. Amerykańska baza, wprawdzie w budowie, została już otwarta i ma amerykańskiego dowódcę. Miejmy nadzieję, że taka teza nie jest ewentualną asekuracją na wypadek negatywnych wniosków wynikających z opracowywanego studium. Poza tym, powszechnie mówi się o preferowanym ekspedycyjnym charakterze i strukturze amerykańskich wojsk w odróżnieniu od bazowania stałego. Niemniej opracowywanie studium trwa i obecnie nie ma uzasadnionych podstaw do pesymizmu. Wprost przeciwnie, regularne wizyty ministra Błaszczaka w USA mogą jedynie świadczyć o postępie prac.

W badaniu mają również zostać oszacowane prognozy co do rosyjskiej reakcji na takie posunięcie. Chyba nikt nie ma złudzeń, że Rosja będzie postrzegać stałą bazę USA w Polsce jako prowokację i będzie wszelkimi możliwymi metodami próbowała torpedować taką inicjatywę. Taka baza da Rosji instrumenty polityczne do zwiększenia obecności wojskowej na Białorusi i w Zachodnim Okręgu Wojskowym – na styku z krajami bałtyckimi. W tym kontekście kraje bałtyckie z zadowoleniem przyjęłyby większą obecność wojsk amerykańskich w Europie Wschodniej. Obecnie rzecznikiem Kremla w krytykowaniu tej idei jest Prezydent Łukaszenka, ale wydaje się, że amerykański prezydent raczej nie będzie ulegał podglądom białoruskiego dyktatora. Z kolei wszelka krytyka zza naszej wschodniej granicy jedynie utwierdza Polaków w przekonaniu o wyborze właściwej drogi.
Dla Rosji podobnie jak dla Ameryki jakakolwiek realokacja sił skutkuje powstaniem “próżni” w poprzednich miejscach dyslokacji wojsk. Konflikt z Ukrainą, wspieranie separatystów, czy aneksja Kremla i tak wymagają obecności w tym regionie znacząco liczniejszych sił niż poprzednio. Powstaje pytanie, na ile Rosja chroni w tej sytuacji swoje inne rubieże, styczne z Chinami czy też innymi krajami Bliskiego Wschodu i Azji. Kraj ten bowiem posiada najdłuższą granicę do obrony. W każdym razie Kreml ma w tym aspekcie do rozwiązania nie jeden problem. Ponadto nie do końca jest jasne czego bardziej obawiają się Putin czy Łukaszenko: amerykańskich baz czy może kolejnego, silniejszego “wiatru odnowy”.

Zobacz również

RÓWNOLEGŁE ŚCIEŻKI POZYSKIWANIA UZBROJENIA I ROZWOJU WŁASNYCH WERSJI

Indie anulują umowę o wartości pół miliarda dolarów